Moc Peryskopu

Dzięki Periscope obejrzałem już faceta próbującego nakarmić dziką wiewiórkę orzeszkami, odbyłem poranny spacer po Rzymie i posłuchałem pierwszych wrażeń kumpla dotyczących zakrzywionego telewizora. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem możliwości tej platformy.

Periscope to nowy społecznościowy serwis wideo. Zupełnie inny niż YouTube i jego klony. Inny niż Twitch, chociaż oparty na podobnych zasadach, to o zupełnie innej tematyce i przeznaczeniu. Z założenia ma być oknem na świat. Idea, która mu przyświeca to udostępnianie innym miejsc i wydarzeń ze swojego życia na żywo. Dzięki temu możecie z dowolnego zakątka globu obejrzeć coś ciekawego, co właśnie dzieje się na drugim końcu świata, bez względu na to, czy chodzi o czyjąś wycieczkę do zoo, pejzaż Nowego Jorku, czy entuzjazm osoby, która właśnie przeprowadziła się nad morze.

Zasada działania Periscope jest prosta – jeśli masz iPhone lub smartfona z Androidem możesz ściągnąć sobie tę appkę i zacząć streamować lub oglądać czyjeś streamy. Aplikacja jest mocno powiązana z Twitterem, który kupił ją w marcu 2015. Dzięki temu możesz zaimportować swoje dane z profilu TT, o ile taki posiadasz. System subskrybcji także jest identyczny jak na Twitterze – możesz obserwować czyjeś kanały, twój kanał także może być obserwowany.

W samej aplikacji znajdują się 3 główne zakładki. Pierwsza to wideo wrzucane przez ludzi, za którymi podążasz. Drugie, to globalna lista najciekawszych streamów na żywo. Trzecia to pomoc w wybraniu ciekawych i znajomych kont do obserwowania.

Samo streamowanie jest bardzo proste. Kliknięcie w czerwoną ikonkę kamerki przekieruje nas w obszar streamu. Wystarczy nadać mu nazwę, wybrać kto może nas obserwować i czy chcemy pochwalić się streamem za pośrednictwem Twittera. Ilość widzów pojawia się w prawym dolnym rogu, czat, na którym mogą wypowiadać się widzowie po lewej stronie u dołu, a tapnięcie widza w ekran przesyła serduszko (odpowiednik lajka czy fava).

Taki system powoduje bardzo jasne rozróżnienie pomiędzy osobą streamujacą a widownią. W Periscope faktycznie tylko jedna osoba jest nadawcą, a wszyscy inni widzami. Oczywiście widzowie ci mają szanse wchodzić w interakcje ze streamerem, podobnie jak ma to miejsce na Twitchu. Model ten z jednej strony promuje nadawców, z drugiej jednak sprzyja braniu pod uwagę uwag i odpowiadaniu na pytania widzów.

Oczywiście Periscope ma także swoje wady – po pierwsze możemy oglądać tylko streamy osób które albo followujemy, albo są dostępne na kanale globalnym. Nie możemy kliknąć w czyjś profil i sprawdzić, jakie streamy ta osoba do tej pory wykonała. Jedyna historia streamów, do jakiej mamy dostęp to historia niedawno zakończonych streamów osób, za którymi podążasz. Trochę to słabe, szczególnie na początku, kiedy nie wiadomo, na jakiej zasadzie wybrać sobie obserwowanych.

Po drugie – wiele osób skarży się na wertykalność Periscope. Mi w niczym to nie przeszkadza – i tak domyślnie właśnie w ten sposób trzymamy telefon, a oglądanie Periscope na innych ekranach nie ma zbyt wiele sensu. Jednak rozumiem, że ten niestandardowy format wideo może wiele osób drażnić. Z pewnością oglądanie streamu z periscope na ekranie komputera czy telewizora może być frustrujące (przynajmniej dopóki nie wydzielimy sobie na ów wertykalny stream tylko fragmentu ekranu).

Na razie Periscope jest jeszcze młody i bardzo mocno to widać, przede wszystkim po zasięgach, jakie osiągają ludzie. Kilkaset oglądających jednocześnie to w tym momencie maksimum przez większą część dnia. Nie brakuje streamów oglądanych przez dosłownie garstkę osób. Ponadto trudno przewidzieć, w jaką stronę rozwinie się ta platforma. Gdbym miał strzelać, powiedziałbym, że jest ona kolejnym krokiem w rozwoju tak zwanego Reality TV, przy czym pozbywamy się teraz edytorów, pośredników wybierających treść, którą widz ma oglądać. Przed nami streamy całkowicie zwyczajnych ludzi i ich całkowicie zwyczajnych spraw. Co fascynujące, to często bardzo wyjątkowi ludzie, a ich codzienność jest dla nas, widzów czymś zupełnie obcym, nowym i intrygującym. Na Periscope można być sobą i zebrać sobie grupkę widzów, którzy po prostu cię polubili i chcą posłuchać, co masz do powiedzenia, lub obejrzeć, co masz do pokazania. Nawet twoje zwykłe, polskie podwórko i twoja codzienna rutyna prawdopodobnie przynajmniej dla kilku osób okaże się atrakcyjna. No i zamiast dzwonić do każdego, że dojechałeś do Warszawy, możesz pokazać znajomym Pałac Kultury na żywo!

Z niecierpliwością czekam na dalszy rozwój Periscope. Mam nadzieję, że liczba użytkowników znacząco wzrośnie, a wraz z nimi do aplikacji przedostaną się świeże pomysły i idee, także na to w jaki sposób jeszcze ulepszyć tę platformę. Jaram się.

Prawdopodobnie dla przyzwoitości powinienem wspomnieć o Meerkacie. Nie bardzo chcę to robić, bo w moim odczuciu Meerkat robi dokładnie to samo, co Periscope, tylko gorzej. Streszczę się więc: jest brzydki, mało intuicyjny i nudny. Próbowałem zweryfikować swoją opinię na jego temat kilkakrotnie – za każdym razem pokonywało mnie to, że nie znając dokładnych nicków osób, które streamują, mogę podążać tylko za tymi, którzy są najlepsi, a nie podążając za nikim mogę co najwyżej obejrzeć 2 najpopularniejsze w danej chwili streamy (zwykle gadająca głowa starszego faceta), ewentualnie streamy, którymi ktoś podzielił się na Twitterze. Swoją drogą Twitter to społecznościówka, od której Meerkat wydaje się być bardziej uzależniony niż Periscope. Domyślam się, że kupno Periscope przez Twittera było dla nich sporym ciosem.

Dlaczego jesteś przesądny?

Uważasz się za rozsądną, racjonalną osobę. Nie wierzysz w czary ani duchy. Ale czy na pewno nigdy nie zdarzyło ci się zawahać przed położeniem swojej torby na podłodze? Uczeni walczą z nimi od ponad 300 lat. Mimo to, przesądy są wszędzie i mają się bardzo dobrze.

Przesąd to bezpodstawna i niemożliwa do weryfikacji wiara w związek przyczynowo-skutkowy między danymi zdarzeniami. Jeśli czarny kot przejdzie ci drogę, będziesz mieć pecha. Jeśli stłuczesz lustro, czeka cię 7 lat nieszczęścia. Jeśli odpalisz papierosa od świeczki, na morzu zginie marynarz. To oczywiste, że nie ma najmniejszych dowodów, że coś takiego się dzieje.

Oczywiście w niektórych przypadkach zbieg okoliczności spowodował, że jakieś wydarzenie (np. przejście pod drabiną) występowało przed innym, niepożądanym w skutkach wydarzeniem (tzw. pechem, powiedzmy, że złamaniem nogi). Człowiek, ze swojej natury szukający wyjaśnień tego, co mu się przytrafia połączył oba te wydarzenia tylko dlatego, że na co dzień nie przechodzi się pod drabiną. Późniejsze złamanie nogi musiało mieć więc jakiś związek z tym niecodziennym wydarzeniem, prawda? Mało tego, człowiek był w stanie dopowiedzieć sobie pseudo-racjonalne wyjaśnienie pecha – otóż przechodząc pod drabiną, zrzuca się z ramion swojego anioła stróża. Proste. Teraz opowiedz wszystkim, co ci się przydarzyło, dlaczego się to stało, poczekaj kilkaset lat, aż podobny zbieg okoliczności przytrafi się kolejnym osobom niezliczoną ilość razy i przesąd gotowy.

Działa tu mechanizm zwany efektem potwierdzenia. Oznacza to, że człowiek preferuje informacje, które potwierdzają jego dotychczasową wiedzę, poglądy i oczekiwania, ignorując jednocześnie fakty, które stoją z tymi oczekiwaniami w sprzeczności. Powoduje to sytuację, w której człowiek niejako wybiera sobie i przyswaja z całej puli dostępnych informacji tylko te, które pasują do jego obrazu świata.

Być może słyszeliście o wpływie faz księżyca na zachowanie ludzi? Dość powszechnie wierzy się na przykład, że podczas pełni księżyca ludzie stają się bardziej agresywni. Prawdopodobnie znajdziecie nawet osoby, które będą w stanie potwierdzić wam tę informację w sposób wiarygodny. Bo jak tu nie wierzyć ratownikowi medycznemu, który przecież z własnego doświadczenia wie, że niemal zawsze w czasie pełni księżyca pomaga w izbie przyjęć osobom z rozkwaszonymi nosami i obitymi kłykciami?

Niestety, powinniśmy nie wierzyć. Bezwzględne dane mówią nam jasno, że nie ma żadnej korelacji pomiędzy fazami księżyca a zachowaniem ludzi, a nasz ratownik medyczny po prostu łatwiej zapamiętuje wszystkie sytuacje, w których podczas pełni musiał pomagać osobom poszkodowanym w bójkach, ignorując jednocześnie, jak wiele bójek ma miejsce w innym czasie. Jak to działa? Kiedy ratownik, pomagając komuś pobitemu wie, że jest pełnia, potwierdza to jego przypuszczenia o wpływie pełni na agresję. Kiedy pomaga komuś, a pełni nie ma, nie potwierdza to nic, ani niczemu nie zaprzecza, więc jest dla niego nieistotnym faktem.

Jednak część przesądów w momencie powstania nie była wcale taka głupia i irracjonalna. Bo czy w czasach, kiedy sól kosztowała tyle, co beczka śledzi albo nowa suknia, było czymś dziwnym, że jej rozsypanie nawet nie tyle powodowało nieszczęście, co po prostu nieszczęściem było? Ale nie musimy sięgać aż do średniowiecza, by zaobserwować powstawanie tego rodzaju przesądów. Podobno odpalenie więcej niż jednego papierosa jedną zapałką ma przynosić pecha. Przesąd ten pochodzi podobno z okopów wojen światowych, kiedy każde kolejne światełko papierosa pozwalało wrogiemu snajperowi lepiej wycelować, w efekcie zabijając pechowego żołnierza. Wojna skończyła się 70 lat temu, ale myślę, że wśród uczniów palących na długiej przerwie za internatem swoje pierwsze papierosy, wciąż każdy gasi zapałkę po odpaleniu swojego peta.

W tego rodzaju przesądach zachowanie przynoszące w pewnych warunkach niepożądane skutki zostało uznane za przynoszące pecha, także po usunięciu warunków, które by tego pecha jakoś uzasadniały. Następnie zadziałał efekt potwierdzenia – komuś wciąż przydarzają się awantury tego samego dnia, kiedy rozsypał sól. Co najciekawsze, tego samego typu przesądy kultywują… Gołębie.

W 1948 psycholog B. F. Skinner opublikował artykuł, w którym opisał dziwne zachowania gołębi. Jeden z gołębi obserwowanych przez naukowca gwałtownie skręcał chodząc po klatce, inny zaś kiwał głową w tą i z powrotem. Skinner uważał, że robią to w sposób rytualny, oczekując, że w efekcie tego zachowania w dozowniku pojawi się jedzenie. Dozownik zaś ustawiony był tak, by wydawać jedzenie o dokładnie tych samych porach, bez względu na zachowanie gołębi. Gołębie, nie wiedząc o tym, być może zauważyły korelację pomiędzy danym zachowaniem a otrzymaniem pożywienia. A potem potwierdziły swoje przypuszczenia. Skoro zachowywały się przesądnie co chwilę, to każde pożywienie pojawiało się po dokonaniu rytuału. Co prawda nie pojawiało się po każdym wykonaniu rytuału, ale wystarczająco często, by powtarzać czynność i nie obniżać swoich szans na otrzymanie pożywienia poprzez zaniechanie.

Część naukowców nie zgodziła się ze Skinnerem, twierdząc, że zachowanie gołębi można tłumaczyć w inny sposób. Jednak bez względu na to, czy Skinner miał rację, jego badania doprowadziły do powstania ciekawej hipotezy dotyczącej przesądnego myślenia u ludzi.

Otóż wydaje się, że bycie przesądnym ma uzasadnienie. Uzasadnieniem tym jest dobór naturalny. Nikt nie wątpi, że wyciąganie właściwych wniosków ma zasadnicze znaczenie dla przetrwania. Z punktu widzenia natury – im szybciej wyciągniemy te wnioski, tym lepiej. Powoduje to, że kojarzenie ze sobą wydarzeń w sposób przyczynowo-skutkowy jest po prostu korzystne. Jeśli chociaż część z nich będzie właściwa, znacząco podniesie to nasze szanse na przetrwanie, podczas gdy potencjalne straty z nieprawidłowych skojarzeń są właściwie nieszkodliwe.