5 Tips for Begginer UX Writers

Although my background is in advertising, for the whole four years, I’ve been working in Saatchi & Saatchi’s Creative Execution Team. We focused on building digital solutions: not only banners and social media stuff but websites and apps too.

The team I was a part of consisted of copywriters, graphic designers, front-end developers, project managers, and UX designers. Pretty soon, I started to learn some HTML, CSS, and Python, as well as obtained basic knowledge of tools outside the copywriting expertise, including UXPin, Marvel, and Adobe Photoshop.

After years in advertisement agencies, I yearned to work on something actually useful. I firmly believe that creating a copy that enables users to understand the product they want to use is a great way to use my talents and do that.

Working on some more UX-focused projects, I discovered that some of my copywriting skills come in handy. Here are my five tips on using your existing content creation skills to start with UX Writing.

Know the client

Write copy that derives from your clients’ style guides. If there is no guide, focus on making the content consistent with previous publications. Use a voice that the end-users expect and understand.

Understand the user

Think about the function of the piece of copy you’re designing. Always try to match your copy level with the target audience. For example, if writing onboarding microcopy for an international mobile app for teenagers, use lower grade level copy. That way, more people, including non-native speakers and younger audiences, will understand your onboarding easily. Write the most straightforward copy possible, eliminate unnecessary synonyms and other inconsistencies.

Focus on quality

Don’t be shy about using apps (such as Grammarly or Hemingway), dictionaries, and other resources. Everybody does it, and for a good reason. Your job is not to know all the words or to always remember about the coma. As a UX Writer, you need to be able to find the most proper words and a way to shape them into a concise, unambiguous message. Use everything you know improves the overall quality of your writing.

Learn the software

Be on top with all new features of the soft you use. Try all of it, just to see if something helps you achieve your goals faster or easier. Understand how text formatting works and how to build content in a way that maximizes its readability. Use headlines, paragraphs, lists, and quotes.

Embrace the restrictions

The main thing about UX Writing, in my opinion, is to continually remember yourself about the purpose and placement of the message you’re creating. Recognize the restrictions – the maximum number of characters, current conventions, searchability, and SEO-friendliness.

If you liked what you read, leave a comment and share the link with someone who could appreciate my microcopy hints 🙂

Five reasons to buy an electric scooter

When the electric scooter craze exploded back in 2017, nobody could have predicted that they will conquer our streets that fast. Today they’re to be found in abundance in all major cities across the world. So, what happened? Why are electric scooters so popular? What do people see in them?

Electric scooters

Let’s talk about top reasons to buy an electric scooter, so you could decide for yourself if you too need one.

Save your precious time

Heavy traffic is the one common menace in most large cities across the globe. On the other hand, public transportation is often overcrowded, and only available at certain hours. Small and practical electric scooters eliminate traffic jams, parking places, and waiting at a bus stop from the list of your everyday problems. Additionally, the electric scooter will get you in locations simply impossible for a car.

Spend less on transportation

Let’s be blunt: electric scooters are relatively cheap. You can get a simple model for as little as $100. First-rate ones go for $400+. When it comes to additional costs, there’s not much either. To be safe, you should invest in a decent helmet, but that’s basically it. You don’t need any license to drive the electronic scooter. Maintenance costs are almost non-existent. Furthermore, the prices of electricity are much lower than gas or other vehicle fuels.

Reduce your carbon footprint

It may be obvious, but it’s worth taking into consideration – every electric scooter is more environmentally friendly than any traditional car. You don’t use gas, so there are no fumes, and electric engines are so quiet that you don’t contribute to noise solution. Surveys show that people all over the world care more and more about being eco-friendly, so there’s a high probability that some of your friends and colleagues will notice your environmental effort. Many companies started to see the issue too, and some of them offer benefits for people using alternative, environmentally sensible methods of transportation.

Enjoy maximum convenience

Having a mode of transportation that you can just pick up and carry anywhere is extremely practical. No need for parking slots, or even a bicycle lock, since your electric scooter can always be in your sight. They’re easy to maintain, especially if equipped with the pneumatic front tire, which should minimize the risk of a flat tire.

Have awesome fun

Last but not least, electric scooters are incredibly fun to ride. They are cool, they make you feel young, and it’s so fun to ride the city sidewalks so quickly yet effortlessly. Their engines can be surprisingly powerful, so if you’re after speed, be sure to try out the models with higher specs. Scooters also come in a variety of sizes, colours, and shapes, from retro-stylized to futuristic design, so you can definitely choose one that matches your personality.

Are you convinced?

Let’s quickly summarize what you can gain from choosing the electric scooter as your primary means of transportation:

  • Less time in traffic
  • Considerable savings on gas
  • Reduction of your carbon footprint
  • A convenient way of travel
  • So much fun!

Do you have an electric scooter already? Do you agree with our list? Why do you think electric scooters are worth it? Tell us in the comments below!

Wspomnienie o Game Chefie 2014

Przeszukując odmęty swojego dysku twardego odnalazłem grę, którą napisałem na konkurs Game Chef 2014. Wzbudziła mieszane reakcje, ponieważ została zinterpretowana przez jury konkursu jako dyskryminująca osoby współcześnie żyjące w kulturach niecywilizowanych. Z perspektywy czasu widzę, jak cel, który nadałem graczom (stanie się cywilizowanymi) mógł wspierać taką interpretację.

Nie było to oczywiście moją intencją. Gra miała opowiadać o grupie jaskiniowców, rozwijających się w swoim tempie, w zgodzie z prawami swojej kultury, spotykających na swojej drodze bardziej zaawansowaną cywilizację. Czytaj dalej Wspomnienie o Game Chefie 2014

Polcon 2018 – Andrzej Sapkowski, konkurs cosplay i walki magów

Wiele wyjątkowych atrakcji tegorocznego Polconu to gratka zarówno dla długoletnich fanów, jak i dla osób w luźny sposób zainteresowanych fantastyką. Oprócz setek godzin prelekcji, możliwości zagrania w gry planszowe i elektroniczne, oraz uczestnictwa w różnorodnych panelach i warsztatach, uczestnicy konwentu będą mogli wziąć udział w Gali wręczenia Nagrody im. Janusza A. Zajdla, spotkaniu z Andrzejem Sapkowskim, obejrzeć niesamowity konkurs strojów, a nawet spróbować się w Walkach Magów! Czytaj dalej Polcon 2018 – Andrzej Sapkowski, konkurs cosplay i walki magów

Polcon 2018 – Fantastyka to nasz konik

Ogólnopolski Konwent Miłośników Fantastyki Polcon to jedna z najstarszych imprez dla miłośników szeroko rozumianej fantastyki w Polsce. Organizowany jest co roku w innym mieście, a tegoroczna, 33. edycja odbędzie się w dniach 12-15 lipca w pięknym, historycznym Toruniu – mieście Kopernika, pierników, krzyżaków i aniołów. Czytaj dalej Polcon 2018 – Fantastyka to nasz konik

Rada Koronna – zarys gry

  1. Gracze wcielają się w postacie Kanclerza i Arcybiskupa – doradców w Radzie Koronnej.
  2. Obaj doradcy mają swoje karty postaci, na których wypisane są ich ruchy – ponumerowane od 1 do 16.
  3. Ruchy mają różne efekty. Część z nich pozwala ruszyć koroną, część zdobyć grosze, część działa jeszcze inaczej.
  4. Korona symbolizuje króla i jest ruchomym elementem planszy. Król w danym momencie patrzy w określonym kierunku i pozwala swoim radcom tylko na ograniczoną ilość manewrów.
  5. Kanclerz może wykonywać swoje ruchy tylko ruchy spośród ruchów o numerach znajdujących się pomiędzy lewym a środkowym kolcem korony.
  6. Arcybiskup może wykonywać swoje ruchy tylko ruchy spośród ruchów o numerach znajdujących się pomiędzy prawym a środkowym kolcem korony.
  7. Aby przesuwać koronę w lewo lub w prawo gracze muszą wykonać odpowiednie ruchy ze swoich kart postaci.
  8. Wygrywa gracz, który pierwszy zdobędzie 10 groszy.

Nigdy nie palimy przy matce

Nie do końca wiem na czym polega ten mechanizm, ale nigdy nie palimy przy matce. Obaj jesteśmy dorośli, a ja od lat nie mieszkam z nią. A jednak kilka najcenniejszych zdań od dawna zamieniliśmy z bratem wystając do połowy przez okno i paląc papierosy.

W samym środku nocy, w gościnnym pokoju wiejskiego domostwa, do którego zaprosił nas wuj. Mój brat jest smutny. Ja mam w życiu dobrą passę. On mdleje na rowerze i traci chłopięcy urok na rzecz facjaty godnej najmroczniejszego czarnego charakteru w filmach fantasy, a ja nawet przestałem dalej tyć. Jego rzuca dziewczyna, ja świętuję czwartą rocznicę. On szuka pracy, ja awansuję. Życie nie jest sprawiedliwe, ale fakt jest taki, że byłem w tym miejscu, w którym on znajduje się teraz, chociaż oczywiście trudno mu w to uwierzyć. Ale wcale nie rozmawialiśmy o tym.

Rozmawialiśmy o UFO.

– Czasami wydaje mi się, że jesteśmy tylko marionetkami w czyichś rękach. – Powiedział Kacper – że tylko, kiedy śpimy, żyjemy tak naprawdę i przestajemy być czyjąś perfidną rozrywką.

– Mam zupełnie inne odczucie, bracie. – powiedziałem wydmuchując dym papierosowy za okno. – Mam wrażenie, że jesteśmy tutaj zupełnie sami. Że oprócz nas nie ma zupełnie nikogo i mamy olbrzymie szczęście, że się urodziliśmy i możemy przeżyć swoje życia.

Czy bekon jest rakotwórczy?

Tydzień temu świat obiegła zatrważająca wiadomość: przetworzone i czerwone mięsa są rakotwórcze! Mało tego, Światowa Organizacja Zdrowia zakwalifikowała je do tej samej kategorii rakotwórczości, co papierosy. Rozpętała się medialna panika. Panie sprzedawczynie ze stoisk mięsnych w supermarketach ponadwyrężały sobie mięśnie od wzruszania ramionami w geście bezradności, bo co drugi klient wypytuje je o tego raka. Weganie otworzyli swoje chowane na taką okazję 300-letnie szampany. Ale o co właściwie chodzi z tą rakotwórczością? Czy jeśli dbam o zdrowie, to powinienem zrezygnować z bekonu na zawsze?

Prawdą jest, że WHO zakwalifikowało przetworzone mięso do grupy 1 rakotwórczości. Tymczasem czerwone mięso zostało zakwalifikowane do grupy 2A. Szybki rzut oka pozwala stwierdzić, że papierosy w istocie są w tej samej grupie, co przetworzone mięso. Pewnie dlatego, że to bardzo szeroka grupa – jest w niej po prostu wszystko, co naukowcy z WHO uznali za rakotwórcze. Tak, grupa 1 to po prostu “rzeczy, o których wiemy, że są rakotwórcze”. Znajdują się w niej m.in. zanieczyszczone powietrze, światło słoneczne, papierosy, alkohol, azbest, praca przy produkcji aluminium lub wyrobów ze skóry i jedzenie przetworzonego mięsa. Jak się pewnie domyślacie, w tak szerokiej grupie rakotwórczość rakotwórczości nierówna. Grupa 2A zawiera czynniki “prawdopodobnie rakotwórcze”. Całą klasyfikację znajdziecie tutaj.

Żeby dobrze zrozumieć, o co w tym całym zamieszaniu chodzi, potrzebujemy konkretnych danych zawartych w raporcie WHO. Można w nim przeczytać, że jedzenie 50 gramów przetworzonego mięsa dziennie powoduje wzrost ryzyka zachorowanie na raka jelita grubego o 18%. Nie znaczy to, że ryzyko wzrasta o 18 punktów procentowych (np. z 10% do 28%), a że najpierw musimy policzyć, jakie w ogóle mamy szanse na dostanie tego rodzaju raka. Wpływ na to mają najróżniejsze substancje i aktywności (także część wymienionych powyżej). Żeby łatwiej nam się liczyło, założymy, że już mamy 10% szans na zachorowanie. 18% z 10% to 1,8%. Czyli codzienne jedzenie na śniadanie np. smażonej kiełbaski i jajka na boczku powoduje, że nasze ryzyko zachorowania wzrasta z 10% nie do 28%, ale do 11,8%.

Aby było nam łatwiej zrozumieć, jak bardzo przetworzone mięso jest rakotwórcze, porównamy je sobie z czymś, co wiemy, że ma spory wpływ na zdrowie człowieka i dość mocno wpływa na szanse dostania raka – czyli z papierosami. Palenie powoduje 25-krotny wzrost ryzyka zachorowania na raka płuc. Innymi słowy ryzyko zachorowania palacza wzrasta o 2500%. Porównując to z 18% przetworzonego mięsa – ta druga liczba wygląda dość marnie.

Co z tego wszystkiego wynika? Bekon jest rakotwórczy. Ale nie aż tak. Jeśli nie jesz go dużo, nie powinno to mieć dużego wpływu na twoje życie. Są ważniejsze dla twojego zdrowia sprawy. Regularny ruch. Dostarczanie sobie wszystkich niezbędnych składników odżywczych (odpowiedniej ilości białek, węglowodanów i tłuszczów). Z drugiej strony może to jednak dobra okazja, by zastanowić się nad tym co jesz.

Jeśli czujesz, że przesadzasz z mięsem, to dobry moment żeby pomyśleć o alternatywach – owsianka, owoce, placki ziemniaczane, naleśniki i racuchy to całkiem niezłe śniadania. Na obiad także można zjeść dyniowo-czosnkowe risotto lub pieczoną pod pierzynką rybę zamiast steka. Najważniejsze, że nie ma co panikować – wszystko jest pod kontrolą, póki nie przesadzasz z ilością. Jak ze wszystkim w życiu.

Co znaczą sny?

Śniło mi się dzisiaj, że biegnę w błocie wzdłuż płotu. Gdy zauważam w nim wyłom, przechodzę przez niego i przewracam się. Nie potrafię wstać. Czołgam się w stronę placu zabaw. Widzę tam ubranych na czarno ludzi – matki i małe dzieci. Próbuję do nich krzyczeć, ale z moich ust wydobywa się tylko bełkot. Sam nie wiem, czemu krzyczałem. Czy chciałem zawołać o pomoc? A może ich przed czymś ostrzec? I co to właściwie znaczy?

Ludzie próbowali zrozumieć sny prawdopodobnie od zawsze. Oczywiście, że próbowali. W końcu to coś, co zdarza się każdemu i jest, jakby nie patrzeć dość dziwne. Serie obrazów, dźwięków, bardziej lub mniej powiązanych ze sobą wydarzeń – to przecież musi coś znaczyć, być po coś, prawda?

Najstarsze próby wyjaśnienia o co chodzi ze snami jakie znamy pochodzą z Mezopotamii. Podczas snu dusza opuszcza ciało i odwiedza miejsca oraz osoby, które widzi śniący. Trochę się to nie trzyma kupy, chyba, że taka dusza podróżuje nie tylko w przestrzeni, ale także w czasie. Jak bowiem inaczej wyjaśnić, kiedy widzisz w śnie swojego śpiącego obok partnera, ale na łódce w Wenecji (i w dzień?). Może jednak więcej racji mieli Egipcjanie – którzy twierdzili, że sny zsyłane są przez bogów i traktowali je jako proroctwa i wyrocznie.

Zresztą nie tylko oni myśleli w ten sposób. Sen pochodzący z zewnątrz to motyw pojawiający się wielokrotnie w różnych kulturach. Zsyłany jest przez różne, złe i dobre istoty i zwykle służy jako coś w rodzaju proroctwa, które jeśli tylko uda się nam rozszyfrować, poznamy przyszłość, a może nawet nad nią zapanujemy (czy będziemy w stanie ją zmienić?). Ten sam rodzaj myślenia występuje do dzisiaj w użytkownikach senników. Nie jestem pewien, czy wierzą oni otwarcie, że sen jest im zsyłany, ale tak sugerowałoby interpretowanie snów jako symboli mających przepowiadać przyszłość. Bo chyba sami z siebie nie znamy i nie skrywamy przed sobą przyszłości, prawda?

To połączenie snów z religią i duchowością to chyba sprawa uniwersalna. Sen, jako niezrozumiały, dziwny i nie do końca poznany mógł być sposobem na komunikację z bóstwem, lub zajrzeniem do jego domeny. W snach objawił się Jakubowi Bóg na drabinie. W snach niektóre plemiona rdzennych Amerykanów były odwiedzane przez swoich przodków. Marcin Luter z kolei uznał sny za sprawkę Szatana. Pewnie śniły mu się gołe baby, a przecież to musiała być sprawka diabła, skoro on o tych gołych babach śnić nie chciał. Ot, kolejny sposób złego na kuszenie i sprowadzanie na złą drogę!

Ten trop jednak mnie nie przekonuje – idea zsyłania czegoś prosto w moją głowę przez (jakiekolwiek) siły nadprzyrodzone to za dużo na mój racjonalny umysł. Zbyt dużo niewiadomych – począwszy od tego kim lub miałyby być te siły, których istnienia przecież nijak nie da się udowodnić, skończywszy na tym, że dlaczego niby jestem dla nich na tyle interesujący, by wkładały obrazki i dźwięki do mojej głowy. Ale czy na pewno mogę ufać swojemu umysłowi? Czy moje zmysły przypadkiem nie wprowadzają mnie w błąd i moja ocena sytuacji nie jest wypaczona?

Zwykle, gdy człowiek śpi, nie jest tego świadomy. Może więc śpię właśnie teraz i moje logiczne wywody i racjonalne przesłanki są prawdziwe tylko w obrębie mojego śnienia? Zhuangzi twierdził, że tylko głupiec może twierdzić z całą pewnością, że jest przebudzony, podczas gdy cały świat tkwi w wielkim śnie, z którego być może niegdyś zdoła się obudzić. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że kiedy w snach zaczynam rozmyślać o tym, czy śnię, zwykle zdaję sobie sprawę, że tak – i rozpoczynam świadome śnienie. Pozostanę więc przy swoim sceptycyzmie co do obcego pochodzenia snów.

Bliżej mi do Freuda, który twierdził, ze sny są swego rodzaju odbiciem nieuświadomionych pragnień i spełnianiem ich w pewien sposób. Że sny pochodzą z wewnątrz – z umysłu śniącego. Jung uważał, że sny są rodzajem zaszyfrowanych wiadomości wysyłanych do siebie. Perls z kolei twierdził, że sny reprezentują te części osobowości, które odrzucamy lub tłumimy.

No dobra, ale co na to nauka? Co wiemy na pewno? Wiemy, że śnimy w fazie REM, czyli kiedy nasze gałki oczne szybko się ruszają. Że faza REM pojawia się kilkukrotnie podczas snu. Że kolejne sny danej nocy są coraz dłuższe. Że im bliżej fazy REM się obudzimy, tym lepszą mamy szansę na zapamiętanie snu. I że zwierzęta też śnią. Czy to możliwe, że zwierzęta też tłumią w sobie jakieś zachowania, albo mają nieuświadomione pragnienia? A jeśli nie, to czy śnią inaczej niż my?

Z ewolucyjnego punktu widzenia sny, żeby zaistnieć i zostać, musiały albo dawać jakąś korzyść gatunkom, które je mają, albo przynajmniej nie przeszkadzać. W 2000 roku Antti Revonsuo zaproponował, że sny pozwalały przygotować się na potencjalne zagrożenia, symulując je. Neurologicznych teorii jest co najmniej kilka. Być może mamy do czynienia z próbą interpretacji otoczenia na podstawie niepełnych danych przez mózg. Być może jest to sposób mózgu na segregowanie i zapamiętywanie tylko części informacji. Niczego jednak nie wiemy na pewno. Śnienie może mieć przecież wiele różnych funkcji.

Co więc znaczył mój sen? Ten z błotem, płotem i placem zabaw? Wszystko wskazuje na to, że póki co zależy to ode mnie i od tego, w co jestem gotów uwierzyć. To, moim zdaniem, bardzo pozytywna perspektywa.

Pięć organizacji, które potajemnie rządzą światem

Tajne i półjawne organizacje istnieją. Ludzie (no dobra, głównie bogaci biali kolesie) zrzeszają się w nich od bardzo, bardzo dawna. Niektóre z nich są bardziej, inne mniej tajemnicze, ale wszystkie bez wyjątku oskarża się o chęć zawładnięcia (lub wręcz władanie) światem. Paranoicy wszystkich krajów wierzą (a właściwie wiedzą), jaka jest prawda – nawet, jeśli często jest sprzeczna sama ze sobą. Wejdźmy więc do świata, w którym nic nie jest takie, jak nam się wydaje.

1. Masoneria

Inaczej wolnomularstwo. Masoneria zorganizowana jest w Loże. Pierwsze z nich powstały pod koniec XVI wieku w Anglii i Szkocji. Napędzani przez ideały oświecenia, masoni od zawsze deklarowali się jako zwolennicy tolerancji, wolności i samodoskonalenia jednostek. Za symbol przyjęli sobie cyrkiel i węgielnicę – bo tak jak murarze budują wielkie katedry, tak wolnomularze mieli zbudować lepszą przyszłość. Jedną z ich idei była równość religijna – co podobno pozwoliło dostać się w ich szeregi także Żydom.

Masonerię oskarża się m.in o wspieranie rozwoju oświaty, republikanizm i antyklerykalizm. Wynika z tego, że gdyby masoni naprawdę rządzili światem, to żylibyśmy w dużo bardziej laickim i demokratycznym świecie niż ten nasz. Bez wątpienia jakiś wpływ na świat całe to wolnomularstwo miało – do masonerii należeli i należą w końcu głównie bogaci i uprzywilejowani, w tym naukowcy i politycy.

Tak czy siak jeśli to masoni rządzą światem muszą być strasznie leniwi, skoro od 300 lat nie udało im się wprowadzić w życie swoich postulatów.

2. Opus Dei

Znana wszystkim przede wszystkim dzięki popularnej powieści Dana Browna, prałatura Kościoła Katolickiego oskarżana jest o niejawność, agresywny werbunek, praktyki sekciarskie, nieujawnianie politycznych celów i zmuszanie członków do pełnego posłuszeństwa. Strategią Opus Dei na zdobycie władzy miałoby być obsadzanie na ważnych stanowiskach w partiach politycznych (i nie tylko) swoich zaufanych ludzi.

Problem polega na tym, że jeśli ktoś jest członkiem Opus Dei, zwykle nie robi z tego żadnych tajemnic. Jeśli więc jakaś partia polityczna wystawia sobie takiego kandydata, można założyć, że po prostu zgadza się z postulatami Opus Dei. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, szczególnie biorąc po uwagę, że jeśli coś takiego się zdarza, dotyczy zwykle polityków prawicowych, którzy i tak bardzo często są osobami religijnymi. Najśmieszniejsze w Opus Dei jest generalnie to, że to organizacja wewnątrz Kościoła Katolickiego, głosząca dokładnie to samo nauczanie, ale z jakiegoś powodu potępiana dużo bardziej niż macierzysta organizacja.

Pewnie dlatego, że, jak twierdzą znawcy tematu, Opus Dei to inwigilująca Kościół organizacja kryptożydowska. Skąd to wiadomo? Grupa członków Opus Dei założyła Towarzystwo Współpracy Intelektualnej o nazwie Socoin, którego nazwa miałaby znaczyć “sekta morderców”, od hebrajskiego słowa socoim. Dzięki temu wiemy, że Opus Dei to tak naprawdę żydowska sekta masońska. A może jednak asasyni?

3. Różokrzyżowcy

Założeni w Średniowieczu przez Christiana Rosenkreuza byli ezoterycznym ruchem gnostyckim. Wierzyli w boskie pochodzenie człowieka i możliwość obudzenia w sobie owej boskiej cząstki. Jak przystało na prawdziwe tajne stowarzyszenie, mieli wiele stopni wtajemniczeń i niezmierzone bogactwa (stworzyli m.in kamień filozoficzny). Na każdym kolejnym członkowie sekty uczyli się nowych prawd – o symbolice piramidy Cheopsa, o uprawianiu jogi, a nawet jak podróżować astralnie i rozmawiać z aniołami.

Do największych osiągnięć Różokrzyżowców należy prawdopodobnie… chrześcijańska reformacja! Tak, znany Żyd i mason Marcin Luter miał być również Różokrzyżowcem (czego dowodzi m.in. jego nienawiść do katolickiej mszy świętej).

Dzisiaj co prawda grupy odwołujące się do tradycji różokrzyżowych są małe i nieliczne, a ich członkowie zajmują się przede wszystkim uzdrawianiem poprzez nakładanie dłoni, ale co jeśli z ukrycia wciąż sterują kościołami protestanckimi, stworzonymi kiedyś na ich polecenie?

4. Grupa Bilderberg

Grupa Bilderberg to nieformalne, międzynarodowe zgromadzenie wpływowych osób, które corocznie spotykają się, by porozmawiać o sytuacji ekonomicznej i politycznej świata. Nazwa bierze się od hotelu de Bilderberg, w którym odbyło się pierwsze spotkanie owej grupy. Co roku w spotkaniach tych bierze udział ponad sto osób, w tym bankierzy (głównie żydowscy), szefowie korporacji, politycy i dziennikarze. Podobno nieformalny charakter spotkań pozwala na wymianę poglądów bez względu na aktualną politykę.

Jest oczywistym, że ważne osoby mają o czym ze sobą rozmawiać. Jest możliwe, że czasami dochodzi wśród ważnych osób do zawierania znajomości, a nawet umów. Dla niektórych pewne jest także, że grupa spotyka się co roku, by ustalić, jak w przyszłym roku będą wspólnie rządzić światem i wprowadzać Nowy Światowy Ład. Znaczy to, że planują, jak utworzyć jedną (zależną od nich) religię światową, rozwijać techniki prania mózgu, wszczepić innym ludziom chipy pod skórę, propagować transhumanizm, uwięzić ludzi w ogromnych miastach-molochach, a także jak poszerzać powszechną inwigilację z pomocą monitoringu i projektu Echelon.

O czymże innym mogłaby rozmawiać grupa wywodząca się bezpośrednio ze średniowiecznego związku Czarnych Gwelfów i Zakonu Iluminatów?

5. Judeosataniści

Gdybyście mieli wątpliwości, autorom tej dziwnej zbitki chodzi po prostu o Żydów. Jak się okazuje, antysemityzm jest mocno powiązany ze wszystkimi ruchami spiskowymi, ale nie ma dziś szerokiego przyzwolenia społecznego. Nie ma więc nic dziwnego, że zwolennicy wszelkich dziwnych teorii próbują ukryć go pod coraz to nowymi nazwami. Judeosatanizm to chyba najciekawsza z nich.

Jak wiadomo, Żydzi rządzą światem na 100%. Do judeosatanistycznego spisku należał m.in. Hitler, cały Związek Radziecki, rodzina Bushów, a ostatnio Angela Merkel. A właściwie Klara Mengele, córka Hitlera, urodzona w wyniku sztucznego zapłodnienia w sowieckim laboratorium rodzonej siostry Ewy Braun. Było to możliwe oczywiście dzięki przechowaniu przez współpracowników dra Josefa Mengele zamrożonej spermy nazistowskiego dyktatora i przekazanie jej ich radzieckim wspólnikom.

Po co to wszystko? – spytacie. A no po to, żeby dorosła i trzymająca w żelaznym uścisku Unię Europejską Angela Merkel przyjęła do Europy arabskich imigrantów uciekających z terenów, na których po wyludnieniu powstanie Nowy Wielki Izrael. Skoro to wszystko takie oczywiste, to czemu więcej ludzi o tym nie wie? No cóż, tylko dla niektórych brak dowodów na cokolwiek co przeczytaliście w poprzednim akapicie jest dowodem na wszechmoc ludu Izraela.

Na zakończenie

Co ciekawe, kiedy zaczynałem pisać ten tekst, ani przez myśl mi nie przeszło, że będzie o antysemityzmie. Chciałem napisać o kilku interesujących grupach, które posądzane są o niecne postępki i machinacje. Potem zacząłem zagłębiać się w materiały źródłowe – czyli głównie bardzo słabe i staroświeckie strony internetowe upstrzone różnokolorowym tekstem, zdjęciami w okropnej jakości i ruchomymi gifami. Dopiero lektura tych stron uświadomiła mi, że zwolennicy teorii spiskowych to najzwyczajniejsi antysemici. Racjonalizujący sobie niechęć do Żydów poprzez przypisywanie im uczestnictwa w mrocznych spiskach przeciwko ludzkości. Tropiciele konspiracji okazują się być typami bardziej oślizgłymi nawet od Reptilian.