Wegańskie Mięso

Internet obiegła sensacyjna wieść. Naukowcy z Oregon State University stworzyli wodorosty smakujące jak bekon. Algi te są pełne witamin, minerałów i antyoksydantów, a w dodatku składają się nawet w 16% z białka. To super-jedzenie posiada dwukrotnie więcej składników odżywczych od jarmużu. Cała sytuacja przypomniała mi, że od lat naukowcy próbują wyhodować sztuczne mięso.

O ile algi są całkowicie wegańskie, to nie chcę próbować rozstrzygać, czy laboratoryjnie stworzone mięso w istocie jest akceptowalne dla wegan – naukowcy muszą pobierać tkanki od krów, żeby je potem sklonować, ale chcieliby w przyszłości ograniczyć korzystanie z produktów pochodzenia zwierzęcego tylko do komórek macierzystych. Nie chcę też wdawać się w dywagacje etyczne – czy weganie faktycznie chcieliby doprowadzić do tego, by zwierzęta nie cierpiały, czy raczej do tego, żeby zwierząt wcale się nie hodowało. Zamiast tego napiszę o tym, że zarówno hodowla nowych gatunków roślin, jak i laboratoryjna hodowla mięsa zdatnego do jedzenia to przyszłość, i wszyscy powinniśmy cieszyć się z jej rozwoju z dwóch powodów.

Po pierwsze, takie działania mogą wpłynąć pozytywnie na nasze środowisko. Pierwszy burger stworzony od początku do końca w laboratorium w 2013 kosztował 330 000 USD. Podobno nie był zbyt smaczny. Oczywiście taka cena za jeden kotlet to zupełne szaleństwo, ale jeśli doprowadzimy do masowej produkcji, laboratoryjne mięso będzie tańsze niż hodowla zwierząt. Co to oznacza dla środowiska? Zwierzęta hodowlane dorzucają swoją cegiełkę do globalnego ocieplenia wydzielając metan – gaz cieplarniany gorszy nawet od dwutlenku węgla. Dodajmy do tego, że w 2050 roku przewiduje się podwojenie produkcji mięsa w stosunku do roku 1999. Jeśli największym graczom na rynku mięsnym bardziej będzie się opłacać utrzymywać hodowlę sklonowanych tkanek, niż żywych krów, ilość zwierząt hodowlanych na pewno spadnie. Z korzyścią zarówno dla środowiska, jak i dla warunków, w jakich będzie się hodować pozostałe stada.

Po drugie, to po prostu walka z głodem. Wspomniany przeze mnie przed chwilą przewidywany dwukrotny skok w produkcji mięsa i tak nie będzie w stanie zaspokoić popytu, który za 40 lat ma być o 2/3 większy niż dzisiaj. To znaczy, że albo znajdziemy sposób, by produkować mięso bardziej efektywnie, albo nie starczy go dla wszystkich. Oczywiście najbiedniejszych i tak nie stać na mięso, ale nie można zapominać, że zmniejszając liczbę hodowli oszczędzamy: ziemię (na której można hodować zboże i warzywa), wodę pitną (której mamy bardzo ograniczone zapasy) oraz… jedzenie (trzoda w USA spożywa 7 razy tyle ziarna, co ludzie).

Dla mnie oba kierunki działania – zarówno modyfikacja istniejących roślin tak, aby smakowały lepiej i były bogatsze w składniki odżywcze, jak i sztuczna hodowla mięsa, pozwalają patrzeć w przyszłość z nadzieją i optymizmem. Ilość ludzi na świecie rośnie i musimy nauczyć się, w jaki sposób zaspokoić ich głód. Już teraz całe mnóstwo nie dojada – co będzie, kiedy nasza populacja zwiększy się do 10 czy 15 miliardów, a my wciąż będziemy korzystać z takich samych rozwiązań jak dzisiaj? Na szczęście badania nad jedzeniem przyszłości są prowadzone przez cały czas i przynoszą efekty. Szkoda, że w Polsce nie przeprowadza się takich eksperymentów. Gdyby to u nas wymyślono jak klonować smaczną pierś z kurczaka, za kilkanaście, kilkadziesiąt lat żyłoby się w naszym kraju dużo lepiej.

A tak w ogóle… Spróbowalibyście mięsa z probówki?