Nigdy nie palimy przy matce

Nie do końca wiem na czym polega ten mechanizm, ale nigdy nie palimy przy matce. Obaj jesteśmy dorośli, a ja od lat nie mieszkam z nią. A jednak kilka najcenniejszych zdań od dawna zamieniliśmy z bratem wystając do połowy przez okno i paląc papierosy.

W samym środku nocy, w gościnnym pokoju wiejskiego domostwa, do którego zaprosił nas wuj. Mój brat jest smutny. Ja mam w życiu dobrą passę. On mdleje na rowerze i traci chłopięcy urok na rzecz facjaty godnej najmroczniejszego czarnego charakteru w filmach fantasy, a ja nawet przestałem dalej tyć. Jego rzuca dziewczyna, ja świętuję czwartą rocznicę. On szuka pracy, ja awansuję. Życie nie jest sprawiedliwe, ale fakt jest taki, że byłem w tym miejscu, w którym on znajduje się teraz, chociaż oczywiście trudno mu w to uwierzyć. Ale wcale nie rozmawialiśmy o tym.

Rozmawialiśmy o UFO.

– Czasami wydaje mi się, że jesteśmy tylko marionetkami w czyichś rękach. – Powiedział Kacper – że tylko, kiedy śpimy, żyjemy tak naprawdę i przestajemy być czyjąś perfidną rozrywką.

– Mam zupełnie inne odczucie, bracie. – powiedziałem wydmuchując dym papierosowy za okno. – Mam wrażenie, że jesteśmy tutaj zupełnie sami. Że oprócz nas nie ma zupełnie nikogo i mamy olbrzymie szczęście, że się urodziliśmy i możemy przeżyć swoje życia.