Co znaczą sny?

Śniło mi się dzisiaj, że biegnę w błocie wzdłuż płotu. Gdy zauważam w nim wyłom, przechodzę przez niego i przewracam się. Nie potrafię wstać. Czołgam się w stronę placu zabaw. Widzę tam ubranych na czarno ludzi – matki i małe dzieci. Próbuję do nich krzyczeć, ale z moich ust wydobywa się tylko bełkot. Sam nie wiem, czemu krzyczałem. Czy chciałem zawołać o pomoc? A może ich przed czymś ostrzec? I co to właściwie znaczy?

Ludzie próbowali zrozumieć sny prawdopodobnie od zawsze. Oczywiście, że próbowali. W końcu to coś, co zdarza się każdemu i jest, jakby nie patrzeć dość dziwne. Serie obrazów, dźwięków, bardziej lub mniej powiązanych ze sobą wydarzeń – to przecież musi coś znaczyć, być po coś, prawda?

Najstarsze próby wyjaśnienia o co chodzi ze snami jakie znamy pochodzą z Mezopotamii. Podczas snu dusza opuszcza ciało i odwiedza miejsca oraz osoby, które widzi śniący. Trochę się to nie trzyma kupy, chyba, że taka dusza podróżuje nie tylko w przestrzeni, ale także w czasie. Jak bowiem inaczej wyjaśnić, kiedy widzisz w śnie swojego śpiącego obok partnera, ale na łódce w Wenecji (i w dzień?). Może jednak więcej racji mieli Egipcjanie – którzy twierdzili, że sny zsyłane są przez bogów i traktowali je jako proroctwa i wyrocznie.

Zresztą nie tylko oni myśleli w ten sposób. Sen pochodzący z zewnątrz to motyw pojawiający się wielokrotnie w różnych kulturach. Zsyłany jest przez różne, złe i dobre istoty i zwykle służy jako coś w rodzaju proroctwa, które jeśli tylko uda się nam rozszyfrować, poznamy przyszłość, a może nawet nad nią zapanujemy (czy będziemy w stanie ją zmienić?). Ten sam rodzaj myślenia występuje do dzisiaj w użytkownikach senników. Nie jestem pewien, czy wierzą oni otwarcie, że sen jest im zsyłany, ale tak sugerowałoby interpretowanie snów jako symboli mających przepowiadać przyszłość. Bo chyba sami z siebie nie znamy i nie skrywamy przed sobą przyszłości, prawda?

To połączenie snów z religią i duchowością to chyba sprawa uniwersalna. Sen, jako niezrozumiały, dziwny i nie do końca poznany mógł być sposobem na komunikację z bóstwem, lub zajrzeniem do jego domeny. W snach objawił się Jakubowi Bóg na drabinie. W snach niektóre plemiona rdzennych Amerykanów były odwiedzane przez swoich przodków. Marcin Luter z kolei uznał sny za sprawkę Szatana. Pewnie śniły mu się gołe baby, a przecież to musiała być sprawka diabła, skoro on o tych gołych babach śnić nie chciał. Ot, kolejny sposób złego na kuszenie i sprowadzanie na złą drogę!

Ten trop jednak mnie nie przekonuje – idea zsyłania czegoś prosto w moją głowę przez (jakiekolwiek) siły nadprzyrodzone to za dużo na mój racjonalny umysł. Zbyt dużo niewiadomych – począwszy od tego kim lub miałyby być te siły, których istnienia przecież nijak nie da się udowodnić, skończywszy na tym, że dlaczego niby jestem dla nich na tyle interesujący, by wkładały obrazki i dźwięki do mojej głowy. Ale czy na pewno mogę ufać swojemu umysłowi? Czy moje zmysły przypadkiem nie wprowadzają mnie w błąd i moja ocena sytuacji nie jest wypaczona?

Zwykle, gdy człowiek śpi, nie jest tego świadomy. Może więc śpię właśnie teraz i moje logiczne wywody i racjonalne przesłanki są prawdziwe tylko w obrębie mojego śnienia? Zhuangzi twierdził, że tylko głupiec może twierdzić z całą pewnością, że jest przebudzony, podczas gdy cały świat tkwi w wielkim śnie, z którego być może niegdyś zdoła się obudzić. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że kiedy w snach zaczynam rozmyślać o tym, czy śnię, zwykle zdaję sobie sprawę, że tak – i rozpoczynam świadome śnienie. Pozostanę więc przy swoim sceptycyzmie co do obcego pochodzenia snów.

Bliżej mi do Freuda, który twierdził, ze sny są swego rodzaju odbiciem nieuświadomionych pragnień i spełnianiem ich w pewien sposób. Że sny pochodzą z wewnątrz – z umysłu śniącego. Jung uważał, że sny są rodzajem zaszyfrowanych wiadomości wysyłanych do siebie. Perls z kolei twierdził, że sny reprezentują te części osobowości, które odrzucamy lub tłumimy.

No dobra, ale co na to nauka? Co wiemy na pewno? Wiemy, że śnimy w fazie REM, czyli kiedy nasze gałki oczne szybko się ruszają. Że faza REM pojawia się kilkukrotnie podczas snu. Że kolejne sny danej nocy są coraz dłuższe. Że im bliżej fazy REM się obudzimy, tym lepszą mamy szansę na zapamiętanie snu. I że zwierzęta też śnią. Czy to możliwe, że zwierzęta też tłumią w sobie jakieś zachowania, albo mają nieuświadomione pragnienia? A jeśli nie, to czy śnią inaczej niż my?

Z ewolucyjnego punktu widzenia sny, żeby zaistnieć i zostać, musiały albo dawać jakąś korzyść gatunkom, które je mają, albo przynajmniej nie przeszkadzać. W 2000 roku Antti Revonsuo zaproponował, że sny pozwalały przygotować się na potencjalne zagrożenia, symulując je. Neurologicznych teorii jest co najmniej kilka. Być może mamy do czynienia z próbą interpretacji otoczenia na podstawie niepełnych danych przez mózg. Być może jest to sposób mózgu na segregowanie i zapamiętywanie tylko części informacji. Niczego jednak nie wiemy na pewno. Śnienie może mieć przecież wiele różnych funkcji.

Co więc znaczył mój sen? Ten z błotem, płotem i placem zabaw? Wszystko wskazuje na to, że póki co zależy to ode mnie i od tego, w co jestem gotów uwierzyć. To, moim zdaniem, bardzo pozytywna perspektywa.