Ulotny jak snap

Pierwszy raz zainstalowałem Snapchata dość dawno temu. Dodałem znajomych, odebrałem kilka snapów, ze dwa wysłałem. Raz na jakiś czas jeden dalszy kumpel wysyłał mi kolejne identyczne selfie. Znudzony skasowałem snapa, stwierdzając że to nie dla mnie. Na szczęście spotkałem osoby, które namówiły mnie do zainstalowania appki jeszcze raz. Dzisiaj korzystam z niej cały czas, regularnie odbieram i wysyłam snapy oraz śledzę ciekawe stories z życia fajnych ludzi. Skąd w takim razie bierze się zła sława Snapchata? Czemu tyle osób ma z nim problem?

Przypuszczam, że największą szkodę robi tej sieci społecznościowej sama aplikacja Snapchata. Jest nieintuicyjna, pełna błędów, a na dodatek nigdzie nie jest w niej objaśnione jak robić w niej rzeczy i co oznacza co. Są co prawda sposoby nauczenia się korzystania ze Snapa – ale w samej aplikacji zero podpowiedzi. Możesz albo przeczytać gdzieś o co chodzi, albo działać metodą prób i błędów, ryzykując że czegoś w ogóle nie odkryjesz. Ewentualnie spytać znajomych.

Jednak za Snapchatem stoi świetna idea i jeśli dasz mu szansę i przyzwyczaisz się do niedobrego designu i złych wyborów producentów aplikacji, nie minie cię nagroda. Swoją drogą to chyba jeden z największych błędów w myśleniu o Snapie – większość osób myśli, że ideą stojącą za snapchatem jest jakaś dziwnie pojmowana tajność tego, co wysyłasz drugiej osobie. Stąd wszystkie komentarze typu „ale przecież można zrobić screenshota”. No pewnie że można. Tak samo, jak można było nagrać audycję radiową, żeby odtworzyć ją sobie później i nic nie odjęło to radiu jako medium. Bo prawdziwą ideą stojącą za Snapem nie jest jakaś hiper-prywatność, a ulotność.

Chodzi w tym wszystkim po prostu o to, że treść, którą tworzysz na Snapa domyślnie znika. Jeśli komuś się bardzo spodoba, to może ją sobie zachować, albo przynajmniej obejrzeć drugi raz. Ale w większości przypadków snap zostanie obejrzany jeden raz przez każdą osobę, której go wyślesz. Pozwala to na zupełnie inne podejście do tworzenia treści. Może być bardziej spontaniczna, bo oczekiwania są inne niż w przypadku filmu na YouTube, który zostaje w ogólnodostepnym internecie praktycznie na zawsze.

Drugim wyróżnikiem Snapchata jest całkowita (lub prawie całkowita) kontrola nad odbiorcami Twojej treści. Możesz wysłać Snapa tylko do swojego partnera. Możesz wysłać żart swoim najbliższym przyjaciołom. Możesz też wysłać zdjęcie żarcia wszystkim, którzy cię dodali, wrzucając go do „Story”. Niech zazdroszczą. Właśnie dlatego zdziwiła mnie opinia, którą przeczytałem na TT. Nie przypomnę sobie kto ją wygłosił, ale brzmiało to mniej więcej tak: „skoro jeden ekspert na Blog Forum Gdańsk mówi, że to jest jakiś wizualny komunikator, a drugi, że serwis z amatorskimi filmikami, to znaczy, że nikt nie wie nawet, co to ten Snapchat jest”. Zupełne nieporozumienie. Snapchat jest dokładnie tym, do czego go używasz. Nie ma nic dziwnego, że dwójka ludzi miała zupełnie różne jego definicje.

Snapchat to tylko aplikacja, medium umożliwiające wysyłać nietrwałe wiadomości w formie krótkich filmów lub zdjęć w świat. To, czy ci się spodoba, czy nie zależy tylko i wyłącznie od tego, co zamierzasz z nim zrobić. Oglądać stories celebrytów i ciekawych osób? Tworzyć własne treści i udostępniać je publicznie, chwaląc się unikalnym talentem? Wysyłać dowcipne zdjęcia znajomym? Wszystkie te sposoby można łączyć i dopasowywać do siebie i właśnie dzięki temu bycie na Snapie może być naprawdę fajne.

Na zachętę pokażę Wam też moje story sprzed kilku dni, ale ostrzegam, wygląda gorzej niż oryginalnie (mówiłem już, że to słaba appka, eksport niech będzie na to dowodem).

Jeśli korzystacie ze Snapchata, to pochwalcie się do czego go używacie (i koniecznie podajcie mi wasze nazwy użytkowników). Jeśli jeszcze nie próbowaliście korzystać ze Snapa, to szczerze zachęcam. Możecie zacząć od dodania mnie – mój nick to osaka10.